Dlaczego nie szukam swoich klientów na grupach Facebook?
Prowadzę działalność pod nazwą informatyk-sieradz.pl i wiele osób automatycznie zakłada, że moim głównym źródłem dochodu są naprawy komputerów. To nie do końca prawda. Owszem, takie zlecenia się zdarzają, ale fundamentem mojej pracy są długofalowe współprace z firmami – głównie w obszarze technologii, marketingu i automatyzacji.
Na co dzień zajmuję się przede wszystkim reklamą w Google, rozwojem sklepów internetowych, rozwojem stron www, analityką stron internetowych, automatyzacjami (n8n, Make, Zapier) oraz pozycjonowaniem. To są usługi wymagające zaufania, wiedzy i partnerskiego podejścia, a nie łapania zleceń „kto pierwszy, ten lepszy”. I właśnie dlatego świadomie nie szukam klientów na grupach Facebook.
Grupy Facebook = ogromna konkurencja i walka w komentarzach
Każdy, kto choć raz wrzucił post w stylu „Szukam informatyka / osoby do strony / kogoś od Google Ads” wie, co się dzieje dalej. W kilka minut pod postem pojawia się kilkadziesiąt komentarzy. Często są to osoby, które oferują wszystko: od stron, przez reklamy, po „pełną obsługę IT”, zwykle za jak najniższą cenę.
Nie interesuje mnie walka z 50 czy 100 innymi osobami w komentarzach, licytowanie się ceną ani udowadnianie, że „ja zrobię taniej”. Wolę sytuację, w której klient sam mnie znajduje, bo ma realny problem do rozwiązania, a nie dlatego, że akurat byłem najszybszy w odpisaniu pod postem.
Poniżej przykład z grupy facebook:

Szkoda tracić energię na zgłaszanie się.
Klient z Facebooka = często brak szacunku do czasu (aczkolwiek w mojej branży)
Mam też bardzo konkretny przykład z zeszłego roku, który tylko utwierdził mnie w tej decyzji. Zgłosiła się do mnie klientka z jednej z grup na Facebooku – chciała stronę internetową na WordPressie. Dodaliśmy się do znajomych, ustaliliśmy zakres prac, cenę oraz termin realizacji. Wszystko wyglądało w porządku.
Dzień później zauważyłem jednak, że ta sama osoba… dalej szuka wykonawcy strony internetowej na innych grupach. Finalnie wyszło na jaw, że zleciła wykonanie strony kilku osobom jednocześnie, a zapłacić planowała tylko jednej – tej, której efekt najbardziej jej się spodoba. Czas pozostałych osób, które poświęciły dziesiątki godzin pracy, był dla niej bez znaczenia.
To niestety nie jest jednostkowy przypadek, tylko dość częsty schemat na grupach Facebookowych. Dlatego nie chcę angażować się w zlecenia, gdzie od samego początku brakuje uczciwych zasad współpracy.
Dlaczego stawiam na Google, a nie Facebooka?
Zamiast szukać klientów na siłę, wolę budować widoczność w Google. Chcę, żeby trafiali do mnie ludzie, którzy:
– mają konkretny problem techniczny lub marketingowy,
– aktywnie szukają specjalisty,
– są gotowi na współpracę, a nie „testowanie kilku wykonawców naraz”,
– rozumieją, że wiedza i doświadczenie mają swoją wartość.
Google daje zupełnie inną jakość leadów. Klient, który sam wpisuje zapytanie, czyta artykuły, sprawdza stronę i dopiero potem się kontaktuje, jest zwykle zdecydowany i nastawiony na rozwiązanie problemu, a nie na polowanie na najtańszą ofertę.
Jakość zamiast ilości
Nie zależy mi na dużej liczbie przypadkowych zleceń. Zależy mi na sensownych projektach, w których mogę realnie pomóc: poprawić sprzedaż w sklepie internetowym, uporządkować analitykę, zautomatyzować procesy, zoptymalizować reklamy czy rozwinąć stronę internetową.
Dlatego nie szukam klientów na grupach Facebook. Wolę, gdy to klienci znajdują mnie – wtedy współpraca od początku opiera się na zaufaniu, a nie na chaosie, presji czasu i walce w komentarzach.
Podsumowanie
Grupy Facebookowe mogą być dobre do drobnych zleceń, ale przy poważniejszych projektach bardzo często oznaczają stratę czasu, nerwów i energii. Ja świadomie wybrałem inną drogę – stawiam na Google, eksperckość i rozwiązywanie realnych problemów. I to działa dużo lepiej niż jakikolwiek komentarz pod postem.